- Strona główna
- Porady
- Trudni rodzice - zwierzenia niani
To była czwarta rodzina w mojej karierze. Wyglądali sympatycznie. Ale już po kilku dniach zaczęłam się zastanawiać, czy nie ostatnia...
W czasie rozmowy wstępnej było bardzo miło. Bez problemu doszliśmy do porozumienia w sprawie wynagrodzenia i zasad pracy. Miłą niespodzianką było dla mnie to, że mogę bez ograniczeń korzystać z kawy i herbaty - to rzadko się zdarza. Pozwolono mi również, w razie potrzeby korzystać z komputera i drukarki. Ucieszyłam się, bo znam kilka fajnych stron, z których można drukować kolorowanki. Do moich obowiązków należało, oprócz opieki nad dwuletnim chłopcem także gotowanie mu posiłków. Schody zaczęły się już drugiego dnia. Pani domu zwróciła mi rano uwagę, że jakoś dziwnie znikają torebki z herbatą (wypiłam przez 10 godzin 3 herbaty!). Kolejnego dnia usłyszałam, że jako doświadczona niania powinnam umieć ugotować taką ilość zupki, by było jej akurat na raz a nie, żeby resztki zostawały... Tata z kolei zwrócił mi uwagę, że zużywam za dużo papieru - przecież dziecko nie musi tyle rysować, może pooglądać bajki w telewizji. No i te ubrudzone na spacerze ubranka - mam lepiej pilnować smyka i unikać piaskownicy. Przełknęłam te uwagi, ale każdy kolejny dzień przynosił kolejne. Po tygodniu usłyszałam, że już tu nie pracuję, bo jestem osobą nieodpowiedzialną - z mojej rozmowy z dzieckiem (nagranej oczywiście bez mojej wiedzy) wynika bowiem, że pozwoliłam Kajtusiowi pogłaskać psa sąsiadów, który jest przecież pitbullem-mordercą. Nawet się ucieszyłam, że już nie muszę do nich przychodzić - tylko malucha mi szkoda - co z niego wyrośnie w takim domu...

